| |
Oczko wodne - forum Forum miłośników oczek wodnych. |
 |
Oczko wodne zimą. - minus 30
AurorA - 2006-01-27, 16:27 Temat postu: minus 30 W czasie ostatnich 30-stopniowych mrozów, kamień napowietrzajacy w moim oczku zamarzł w lodzie. Umieściłem go trochę za wysoko, bo pompka po paru latach osłabła na tyle, że nie miała siły dmuchać będąc głębiej.
Dziś wyciąłem przerebel, bawiłem się z nim ze dwie godziny. Niestety woda już nieco cuchnie
Ciekawe czy rybki przeżyły, na razie ich nie widać
Pawel Woynowski - 2006-01-29, 01:23 Temat postu: Re: minus 30
| AurorA napisał/a: | | W czasie ostatnich 30-stopniowych mrozów, kamień napowietrzajacy w moim oczku zamarzł w lodzie. Umieściłem go trochę za wysoko, bo pompka po paru latach osłabła na tyle, że nie miała siły dmuchać będąc głębiej. |
Witam,
Myślę że powodem tego mogło być stwardnienie gumek tłoczacych na mrozie, a jakiej pompki używasz?
| Cytat: | Dziś wyciąłem przerebel, bawiłem się z nim ze dwie godziny. Niestety woda już nieco cuchnie
Ciekawe czy rybki przeżyły, na razie ich nie widać |
Taką sytuacja miałem zimą 2002/2003. Byłem na wyjeżdzie dwa tygodnie i w tym czasie padła mi pompka napowietrzacz (akwaryjna). Jak rozkułem przerębel to usłyszałem jak oczko westchnęło, dosłownie, usłyszałem coś jakby pufff i w nos dostałem zapaszkiem raczej nie ciekawym. Jak lody puściły, swierdziłwm ze zdziwieniem że poza rakami (8 szt raka błotnego) nic nie padło.
Kupiłem wtedy pompę którą mam obecnie, chodzi od półtora roku non stop bez problemów. Efekt jej pracy mozesz zobaczyć tutaj: http://www.intermediary.met.pl/foto/index.html
Najnowsze fotki zrobię dzisiaj i wrzucę je tutaj.
BOLEK - 2006-01-29, 10:46
Witam
Paweł napisał :
| Cytat: | Jak lody puściły, swierdziłwm ze zdziwieniem że poza rakami (8 szt raka błotnego) nic nie padło.
|
Miałeś dużo szczęścia, bo ja kilka lat temu w podobnym przypadku straciłem niestety całą obsadę zwierzęcą w oczku . Wystarczyło zaledwie kilka dni ( 4 czy 5 ), w których cała tafla wody była dokładnie pokryta lodem żeby wszystko padło. Po tych kilku dniach zrobiłem przerembel, który utrzymywałem już do końca zimy - niestety za późno.
Myślę, że zasadnicze znaczenie ma tutaj wielkość oczka - czym mniejsze tym tzw. przyducha nastąpi szybciej. Moje oczko jest niewielkie - zaledwie około 500 - 600 l pojemności. Podejżewam, że oczko Pawła jest większe i dlatego padły tylko raki, które jak wiadomo lubią dobrze natlenioną wodę. Wiem, że oczko Aurory też jest dość spore i myślę, iż te kilka dni gdy było zamarznięte nie wpłynie ujemnie na zdrowie ryb ( Oby moja teoria się sprawdziła )
Pozdrawiam BOLEK
AurorA - 2006-01-29, 19:52
Na razie czarno to widzę. Woda zrobiła się mętna jak mydliny, ryb ciągle nie widać.
Myślę że małże są już w zaświatach, a ich mi będzie najbardziej szkoda. Miałem około 20
naprawdę dużych okazów.
W przeręblu zbierają się żywe ośliczki.
Pawel Woynowski - 2006-01-29, 21:15 Temat postu: Re: 30 stopni mrozu
| BOLEK napisał/a: | | Myślę, że zasadnicze znaczenie ma tutaj wielkość oczka - czym mniejsze tym tzw. przyducha nastąpi szybciej. Moje oczko jest niewielkie - zaledwie około 500 - 600 l pojemności. Podejżewam, że oczko Pawła jest większe i dlatego padły tylko raki, które jak wiadomo lubią dobrze natlenioną wodę. |
Witam,
Owszem wielkość oczka ma znaczenie (moje ma ok. 10 000 l , 7,5 m x 3,5 m x 1,30). Lecz ważniejsza, myślę, jest jego głębokośc. chodzi o ilość wody pod lodem w zimie. Zaobserwowałem na swoim oczku, ze najgrubszy lód miałem w zimie 96/97, miał 55 cm. Dno oczka mam tak wyprofilowane, że spada ze strefy płytkiej 0,80 m, w kierunku strefy głebokiej 1,30 m. Tak że, w strefie płytkiej miałem jeszcze 25 cm wody pod lodem, a w głebokiej 75 cm. Ryby miały gdzie się podziać.
Dodatkowym problemem są osady denne, nie czyszczę dna przed każdą zimą, aby nie ingerować w procesy zachodzące w oczku. W ubiegłym roku, jesienią, po 5 latach od ostatniego odmulania, oczyściłem dno w strefie płytkiej i częściowo w głebokiej pozostawiając osady tam gdzie rosną grzybienie. Musiałem to zrobić bo osady miały juz 25 cm grubosci.
Myślę ze dużą pomocą w zimie może być obsadzona w części dna moczarka kanadyjska. Jest największym producentem tlenu w wodzie wśród roślin. Niestety, u mnie nie zdała ona egzaminu, ze wzgledu na raki, moczarka jest ich największym przysmakiem. Po wsadzeniu 8 sadzonek, po dwóch dniach pozostawały z nich, poszatkowane przez raki, fragmenty nie zjedzonej moczarki pływające po powierzchni oczka. Jest jeszcze jeden kłopot z moczarką w zimie. Aby mogła spełniać swe zadanie trzeba systematycznie odśnieżać taflę lodu aby warstwa śniegu nie utrudniała dostępu światła do roślin na dnie. Bo wtedy rośliny które za dnia produkują w procesie fotosynezy tlen pobierając dwutlenek węgla, w nocy pobierają tlen z wody i wydzielają dwutlenek węgla, w przypadku braku światła, pobierają cały czas tlen, którego w zimie może być mało w wodzie (brak kontaktu lustra wody z powietrzem).
Dlatego wszelkiego rodzaju napowietrzanie wody w zimie jest bardzo przydatne, nie tylko ze względu na przeręble, ale ze względu na to, że w zimnej wodzie wzrasta absorbcja tlenu do wody, tzn. tlen dużo łatwiej się "rozpuszcza" w wodzie.
Dlatego przed następną zimą myślę zainwestować w profesjonalne urzadzenie do napowietrzania stawu. Pompę myślę, że już mam, potrzebny mi będzie jedynie dyfuzor, to takie ustrojstwo które zastąpi kostkę akwaryjną. Położone nad dnem wydziela do wody mikronowej wielkości pęcherzyki powietrza, bo caly dowcip napowietrzania polega na tym aby wytworzyć jak najmniejsze "bąbelki", łatwiej wtedy są "wchłaniane" przez wodę.
Rozgadałem się, jak zwykle,
Pawel Woynowski - 2006-01-29, 21:54 Temat postu: Re: 30 stopni mrozu
| AurorA napisał/a: | | W przeręblu zbierają się żywe ośliczki. |
To rzeczywiście ryb może już nie być, skoro tyle ośliczek w toni wodnej. Trzeba przeczekać do roztopów. Może pocieszy Cię to, że w Warszawie jest teraz tylko -5,9 stC, a na jutro jeszcze ma być cieplej http://www.imgw.pl/wl/int...reg.html#ANCHOR
JacekN8 - 2006-01-30, 12:08
Ja wam powiem że ja mam troche słaby napowietrzacz (100l/h) i ostatnio jak mi tak zamarzło to wziąłem łopate i lekko walnąłem żeby żab i ryb nie wystraszyć za bardzo. Ale przez przypadek rozwalilem FOLIE . Na szczęście na takiej wysokości co woda nie dosięga.
AurorA - 2006-01-30, 15:08
Dziś w przereblu widziałem 3 karasie. :smiles: Pływały pod samą powierzchnią.
Na pewno nie mają łatwo w takim bajorze, ale jest nadzieja, że jak szybko przyjdzie odwilż to cos przezyje.
Pawel Woynowski - 2006-01-30, 19:01
| AurorA napisał/a: | | ale jest nadzieja, że jak szybko przyjdzie odwilż to cos przezyje. |
Masz może dostęp do spalinowej piły łancuchowej do drewna (jakaś wypożyczalnia narzędzi). Wytnij nią większy przerębel taki 1,5 m x 1,5 m Szybciej się przewentyluje woda, zwiększ napowietrzanie w tym miejscu.
Myślę, że jak mówią fracuzi "są sznse" na to ze rybki przeżyją:)
Pawel Woynowski - 2006-01-31, 23:15
| Anonymous napisał/a: | | Witam nie wiem, dlaczego wszyscy używają pompek na powietrzających, a nikt nie wspomiał o styropianowych pszeremblach. |
Witam,
Właśnie wspomniałeś. Uzywałem przerębla styropianowego kilka lat temu, niestety nie zdawał egzaminu u mnie, jeśli woda n ie zamarzła to lód wypychał przerębel na wierzch. Można było dodać do niego jeszcze grzałką i napowietrzacz (są w sprzedaży takie komplety), lecz ja osobiście nie znoszę plataniny kabli i rurek leżących na lodzie i plątających się w ogrodzie pod nogami.
| Cytat: | | Ja w swoim oczku taki stosuje od kilku lat i jestem zadowolony. Aczkolwiek w tym roku troszeczkę zamarzł, gdyż woda zamarzając podeszła pod samo przykrycie, ale też był solidny mróz.Pozdrawiam Mirek |
No widzisz, to właśnie jeden z powodów dlaczego nie stosuję przerębli. Dla mnie to wyciąganie kasy i nic więcej.
Pawel Woynowski - 2006-02-01, 01:05
| Paweł z Kobyłki napisał/a: | | Styropianowy przerembel w połączeniu z napowietrzaczem to jest dobry pomysł. Zanotowałem dwie noce po -30 stopni. W przeremblu nie pojawił się lód. Obecnie pokrywa lodowa ma ok 25 cm. Pozdrowienia Paweł. |
Pawle, gdyby żeczywiście ten pomysł sprawdzał sie wszędzie to gwarantuję ci ze może w wiekszej skali był by wykorzystywany na jeiorach administrowanych np.przez PZW lub prywatnych czy stawch hodowlanych. niestety wchodzi na lód ekipa ludzi obecnie ze spalonowymi piłami i wycinają przeręble kilku metrowej wielkości. A jai był by problem zrobienia większych pływaków styropianowych i zakotwiczenia ich w odpowiednich miejscach, według mnie żaden, gdyby oczywiście sprawdzał się wszędzie. Było by to znacznie tansze z punktu widzenia ekonomii.
Paweł z Kobyłki - 2006-02-01, 11:21
Mój tok myślenia wywodzi się z punktu myślenia ooczkach wodnych. W moim stawiku 3 na 6 m poprzecinał bym ryby na pół /piłą łańcuchową/ pozdrowienia.
Pawel Woynowski - 2006-02-01, 22:01
| Paweł z Kobyłki napisał/a: | | Mój tok myślenia wywodzi się z punktu myślenia ooczkach wodnych. W moim stawiku 3 na 6 m poprzecinał bym ryby na pół /piłą łańcuchową/ pozdrowienia. |
Jakaś nowa teoria z tymi połówkami ryb.:)
Ależ, ja Ciebie nie namawiam do cięcia lodu piłą łancuchową. Wyrażiłem tylko swoją opinię o styropianie. Chociaż gdybym miał wybierać między metodami robienia przerębli łomem, siekierą lub piłą łańcuchową, wybrał bym piłę, mając nie wiele większe oczko niż Twoje (7,5 x 3,5 x 1,30m). Rybom nic nie grozi, bo nie tworzysz tak jak przy kuciu lodu łomem, gwałtownych i raptownych zmain ciśnienia w toni wodnej. Poza tym nie tniesz całą długością "brzeszczotu" piły a jedynie 25 - 30 cm, bo taka jesto becnie grubość lodu. Przy minimalnej głębokości w moim oczku 0,80 m zostaje mi jeszcze 50 cm luzu w strefie płytkiej a 1.20 m w strefie głębokiej. Tak że i folia jest nie zagrożona. Ryby w tym czasie siedzą gdzieś w kryjówkach.
Już od ponad 7 lat nie jestem zmuszony korzystać z tych metod, przeręble robią się same, przy pomocu pompy napowietrzającej.
JacekN8 - 2006-02-02, 16:24
Zamieszczam fotke jak jest u mnie. Ze względu na słaby napowietrzacz musze codziennie iść i puknąć w lód . Ale na szczęście wężyk nie zamarza . Na fotce widać że połowa jest zamarznięta, a połowa wolna.
AurorA - 2006-02-02, 17:55
U mnie jest prawie tak samo. Też codziennie zbieram cienki lód z części przerębla.
Dzisiaj Bolek doliczył się u mnie 8 karasi.
Nie jest tak źle, choć nie wiem czy dadzą sobie radę w takim cuchnącym bajorze.
Zastanawiam się nad wyłapaniem części i przeniesieniem do piwnicy.
JacekN8 - 2006-02-02, 18:05
| AurorA napisał/a: | U mnie jest prawie tak samo. Też codziennie zbieram cienki lód z części przerębla.
Dzisiaj Bolek doliczył się u mnie 8 karasi.
Nie jest tak źle, choć nie wiem czy dadzą sobie radę w takim cuchnącym bajorze.
Zastanawiam się nad wyłapaniem części i przeniesieniem do piwnicy. |
U mnie w 2003 roku pękło oczko i było tylko 50cm głębokości i karasie przeżyły, a koi
Jaką masz pojemność oczka i jakie tam żyją ryby???
mirek21 - 2006-02-02, 18:57
| Cytat: | Zamieszczam fotke jak jest u mnie. Ze względu na słaby napowietrzacz musze codziennie iść i puknąć w lód . Ale na szczęście wężyk nie zamarza . Na fotce widać że połowa jest zamarznięta, a połowa wolna. |
Wydaje mi się że ten śnieg jest zbędny. Gdyby go nie było,więcej światła dochodziło do dna oczka. pozdrawiam Mirek
JacekN8 - 2006-02-02, 19:43
[quote="mirek21"] | JacekN8 napisał/a: | Zamieszczam fotke jak jest u mnie. Ze względu na słaby napowietrzacz musze codziennie iść i puknąć w lód . Ale na szczęście wężyk nie zamarza . Na fotce widać że połowa jest zamarznięta, a połowa wolna.
Wydaje mi się że ten śnieg jest zbędny. Gdyby go nie było,więcej światła dochodziło do dna oczka. pozdrawiam Mirek
[ Dodano: 2006-02-02, 19:22 ]
Przepraszam,chciałem zacytować Jacka,ale mi nie wyszło. Mam jeszcze słabe doświadczenia,w pracy z komputerem |
Na oczku nie ma śniegu. Odmiatam go. Może na tamtej fotce tego nie widać ale na tej nie.
mirek21 - 2006-02-02, 21:15
No teraz jest OK, przyznasz że na fodce było widać śnieg. Swoje oczko staram odśnierzać po każdych opadach śniegu. Jak tu ktoś napisał, rosliny podszebują światła nawe zimą. Pozdrawiam Mirek Ps Dzięki za poprawienie mego postu
Pawel Woynowski - 2006-02-03, 02:54
| AurorA napisał/a: | | Nie jest tak źle, choć nie wiem czy dadzą sobie radę w takim cuchnącym bajorze.Zastanawiam się nad wyłapaniem części i przeniesieniem do piwnicy. |
Witaj,
A napowietrzacz pracuje, bo jeśi tak to myślę że nie powinno być już większych problemów. Tlen dobrze się miesza z zimną wodą i rybom powino wystarczyć. poza tym karasie sa diablo odporne na niedobór tlenu.
Przeżyłem kiedyś taką sytuację:
Mieliśmy kilka lat temu nałapać i przewieźć karasie do klubowej stanicy wędkarskiej pod Olsztynek, z pod Grójca. Oczyszczali tam parkowe stawy i drbinicą karasiową wyławianą ze stwu ...wiadrami (pod zastawką był dołek 2 x 4 x0,50 m i tam spłynęły wszsystkie rybki z całego stawu, naładowaliśmy cztery plastikowe300 l beczki pod sam czubek. Wlaliśmy do każdej po 2 wiadra wody, więcej nie chciało sie zmieścić. Jazda transitem miała trwać ok 4 godzin. Niestety wynalazek padł nam pod Warszawą, był trochę leciwy, wysypała się pompa wtryskowa. Siłą rzeczy samochód trzeba było scholować do firmy na warsztat. A że był to już wieczór, wóz naprawiono dopiero następnego dnia po południu, beczki z rybami oczywiście stały na pace.
Na miejsce dojechaliśmy w nocy i żeby nie pętać się z beczkami po wertepach w nocy, postanowiliśmy ryby wypuścić następnego dnia rano. Włożyliśmy im tylko do beczek przewody podłączone do sprężarki.
Rano przewoźiliśmy beczki taczką nad wodę i wypuszczaliśmy je do klubowego 8 h jeziorka, przewracając otwarte beczki na płytkiej wodzie. Doszliśmy do wniosku że lepiej bedzie wybierać martwe ryby z jeziora niż grzebać w 1 m warstweie ryb w beczkach.
Jakież było nasze zdziwienie kiedy okazało sie że padły tylko 32 ryby, na 1200 l ryb które przewoziliśmy.
Z tej radości wróciliśmy dopiero po 2 dniach, i to nie dlatego bynamniej, że samochód ponownie nawalił, po prostu w stanicy był dobrze zaopatrzony barek.....i jakoś nikt nie wpadł na pomysł żeby losować kierowcę na powrót do Warszawy.
Jednym słowem zarybianie było udane i dla szczupaków i dla nas:)
JacekN8 - 2006-02-03, 07:54
| Paweł napisał/a: | | AurorA napisał/a: | | Nie jest tak źle, choć nie wiem czy dadzą sobie radę w takim cuchnącym bajorze.Zastanawiam się nad wyłapaniem części i przeniesieniem do piwnicy. |
Witaj,
A napowietrzacz pracuje, bo jeśi tak to myślę że nie powinno być już większych problemów. Tlen dobrze się miesza z zimną wodą i rybom powino wystarczyć. poza tym karasie sa diablo odporne na niedobór tlenu.
Przeżyłem kiedyś taką sytuację:
Mieliśmy kilka lat temu nałapać i przewieźć karasie do klubowej stanicy wędkarskiej pod Olsztynek, z pod Grójca. Oczyszczali tam parkowe stawy i drbinicą karasiową wyławianą ze stwu ...wiadrami (pod zastawką był dołek 2 x 4 x0,50 m i tam spłynęły wszsystkie rybki z całego stawu, naładowaliśmy cztery plastikowe300 l beczki pod sam czubek. Wlaliśmy do każdej po 2 wiadra wody, więcej nie chciało sie zmieścić. Jazda transitem miała trwać ok 4 godzin. Niestety wynalazek padł nam pod Warszawą, był trochę leciwy, wysypała się pompa wtryskowa. Siłą rzeczy samochód trzeba było scholować do firmy na warsztat. A że był to już wieczór, wóz naprawiono dopiero następnego dnia po południu, beczki z rybami oczywiście stały na pace.
Na miejsce dojechaliśmy w nocy i żeby nie pętać się z beczkami po wertepach w nocy, postanowiliśmy ryby wypuścić następnego dnia rano. Włożyliśmy im tylko do beczek przewody podłączone do sprężarki.
Rano przewoźiliśmy beczki taczką nad wodę i wypuszczaliśmy je do klubowego 8 h jeziorka, przewracając otwarte beczki na płytkiej wodzie. Doszliśmy do wniosku że lepiej bedzie wybierać martwe ryby z jeziora niż grzebać w 1 m warstweie ryb w beczkach.
Jakież było nasze zdziwienie kiedy okazało sie że padły tylko 32 ryby, na 1200 l ryb które przewoziliśmy.
Z tej radości wróciliśmy dopiero po 2 dniach, i to nie dlatego bynamniej, że samochód ponownie nawalił, po prostu w stanicy był dobrze zaopatrzony barek.....i jakoś nikt nie wpadł na pomysł żeby losować kierowcę na powrót do Warszawy.
Jednym słowem zarybianie było udane i dla szczupaków i dla nas:) |
A ile ryb przeżyło??? No niestety dzieją sie różne przypadki. U mnie pękło raz oczko i było tylko niecałe 50cm głębokości a cały lód został u góry oczka (to był środek zimy), ale i tak pod spodem siadał mały lód (max 2cm). Niestety koi padły (3 sztuki miałem i wszystkie padły) a karasie przeżyly (6 sztuk). Miałem wtedy jednego pięknego złotego koi, który padł z tamtymi dwoma. Kupiłem go jak miał 6-7cm. Żył u mnie 3 lata i pod koniec życia miał ok 16cm. Napowietrzacz chodził non stop i był prawie na dnie. Widać było że rybki żyją i nie "pompują" pyskami czyli woda była dobrze natleniona, a koi musiały zdechnąć pewnie z małej ilości wody, niskiego poziomu, braku przestrzeni. Ale niestety...
Pawel Woynowski - 2006-02-04, 01:19
| JacekN8 napisał/a: | | A ile ryb przeżyło??? |
Nie wiem, nie liczyliśmy ich wtedy. Mieliśmy 4 beczki 300 l zapakowane pod "sufit" rybami wielkości 10 cm. Padły z tego 32 sztuki.
Jacku, proszę, tnij posty, jak je cytujesz to wywalaj te fragmenty do których nie odnoszą się Twoje pytania. Zobacz jak ja to zrobiłem z Twoim postem
JacekN8 - 2006-02-04, 09:01
| Cytat: | | Jacku, proszę, tnij posty, jak je cytujesz to wywalaj te fragmenty do których nie odnoszą się Twoje pytania. Zobacz jak ja to zrobiłem z Twoim postem |
Sorry ale jakoś na to nie zwracalem uwagi, ale będę przycinal
|
|